Nie zapłacił mi za robotę i wrócił do Polski — co teraz — infografika | Twoja Sprawa
Skończyłeś robotę w UK, faktura leży, a zleceniodawca wyjechał do Polski? Co zabezpieczyć, gdzie toczy się sprawa i kiedy w ogóle warto działać.

7 min czytania

Materiał edukacyjny. Twoja Sprawa nie świadczy usług w sprawach prowadzonych w Wielkiej Brytanii — sprawy prowadzimy wyłącznie w Polsce.

Nie zapłacił mi za robotę i wrócił do Polski — co teraz

Robota skończona, klucze oddane, faktura wystawiona. A telefon milczy. Wiadomości na WhatsAppie widniejące jako „wyświetlono", ale bez odpowiedzi. W końcu ktoś ze wspólnej ekipy mówi mimochodem: „a, on chyba wrócił do Polski, sprzedał wóz i tyle go widzieli".

To jeden z najgorszych momentów w tej robocie — nie dlatego, że nic się nie da zrobić, tylko dlatego, że przez chwilę wydaje się, że pieniądze po prostu wyjechały razem z nim i już ich nie zobaczysz. Jest w tym złość: zrobiłeś swoje, uczciwie, a ktoś inny po prostu wsiadł w samolot. I jest poczucie krzywdy, bo to nie jest kwestia „nie stać go było" — to ktoś, kto świadomie zniknął z zasięgu.

Zanim pójdziesz dalej — dobra wiadomość: to, że dłużnik jest teraz w Polsce, nie oznacza, że sprawa jest zamknięta. Oznacza, że zmienia się droga, którą trzeba pójść. Ten artykuł pokazuje, co zrobić w pierwszej kolejności, gdzie faktycznie toczy się taka sprawa i kiedy w ogóle warto w nią wchodzić.

Pierwsze 48 godzin — zanim kontakt zniknie zupełnie

Dopóki jeszcze widzisz status „ostatnio widziano" przy jego numerze, dopóki jego profil na Facebooku jeszcze istnieje, dopóki masz dostęp do starych wiadomości — działaj. To okno się zamyka szybciej, niż się wydaje: numery się zmieniają, konta się kasują, telefony padają.

W skrócie, na już:

Pełną, rozpisaną checklistę tego, co zbierać i jak to archiwizować krok po kroku, znajdziesz w osobnym materiale: checklista — zanim dłużnik zniknie z UK. Warto ją przejść linijka po linijce, zanim cokolwiek napiszesz do niego wprost.

A jeśli nie było żadnej umowy na piśmie

To bardzo częsty scenariusz w budowlance — umówiliście się „na słowo", może przez wspólnego znajomego, może na budowie, uścisk dłoni i tyle. Brak papieru bywa powodem, dla którego ludzie w ogóle rezygnują z dochodzenia pieniędzy, bo wydaje im się, że „bez umowy nie ma sprawy".

To nieprawda — zmienia się tylko to, co musisz udowodnić. Zamiast jednego dokumentu, budujesz obraz z kilku elementów naraz: wiadomości, w których druga strona odnosi się do zlecenia i ceny („dam ci 200 dziennie", „rozliczymy się w piątek"), zdjęć z wykonanej pracy z metadanymi daty, świadków z ekipy, którzy potwierdzą, że tam pracowałeś i co robiłeś, oraz Twojej własnej notatki spisanej teraz — z datą, zakresem prac i uzgodnioną kwotą — zamiast odtwarzanej z pamięci za pół roku. Im więcej takich elementów się złoży w spójną całość, tym trudniej będzie mu twierdzić, że nic takiego się nie działo.

Gdzie ta sprawa się w ogóle toczy

To trzeba powiedzieć wprost, a nie chować gdzieś na końcu drobnym drukiem: jeśli dłużnik mieszka teraz w Polsce, sprawę o zapłatę dochodzi się co do zasady przed polskim sądem — tam, gdzie on faktycznie ma miejsce zamieszkania. To nie jest formalność bez znaczenia — to zmienia praktycznie wszystko: język pisma, właściwy sąd, procedurę, sposób doręczenia.

Twoja Sprawa jest platformą informacyjną, nie kancelarią ani firmą windykacyjną, i nie prowadzimy spraw toczących się w Wielkiej Brytanii. Nie obiecujemy, że coś odzyskasz, i nie prowadzimy postępowania za Ciebie w UK. To, co robimy, to pomagamy zrozumieć, jak wygląda droga dochodzenia roszczenia w Polsce, gdy praca była wykonana w UK — i dajemy darmowe narzędzia, które pomagają się do tego przygotować, zanim ewentualnie zdecydujesz się poszukać prawnika prowadzącego sprawy w Polsce.

Więcej o samych ścieżkach — kiedy w grę wchodzi też postępowanie w Anglii, a kiedy od razu Polska — opisujemy w tym materiale o możliwościach odzyskania pieniędzy, gdy dłużnik wyjechał z UK.

Wezwanie do zapłaty — krok, który opłaca się zrobić porządnie

Zanim jakakolwiek sprawa formalnie ruszy, prawie zawsze warto najpierw wysłać uporządkowane wezwanie do zapłaty: jasno wskazana kwota, podstawa (zakres wykonanej pracy, uzgodniona stawka), termin zapłaty i dane do kontaktu. Nie chodzi o efekt teatralny — chodzi o to, że dobrze napisane wezwanie jest później dowodem, że próbowałeś rozwiązać sprawę polubownie, zanim poszedłeś dalej.

Jeśli chcesz przygotować je samodzielnie, możesz skorzystać z generatora wezwania do zapłaty — jednego z darmowych, anonimowych narzędzi serwisu, bez zakładania konta.

Zanim je wyślesz, dobrze też uporządkować samą kwotę: ile faktycznie się należy, za jaki okres i czy warto doliczyć coś jeszcze poza samą stawką za robociznę. Do tego służy kalkulator wartości roszczenia.

Więcej o samej konstrukcji takiego pisma, gdy adresat jest w Polsce, znajdziesz w artykule o Letter Before Action do dłużnika w Polsce.

Dlaczego czas działa przeciwko Tobie

Im dłużej czekasz, tym więcej się dzieje na Twoją niekorzyść — i to na kilku frontach naraz. Wiadomości się kasują, telefony się zmieniają, świadkowie z ekipy zapominają szczegóły albo sami wyjeżdżają. Kontakt, dopóki w ogóle istnieje, jest szansą na kolejne potwierdzenie na piśmie — gdy zniknie całkowicie, ta szansa znika razem z nim.

Do tego dochodzi kwestia przedawnienia — konkretny termin zależy od rodzaju roszczenia i okoliczności konkretnej sprawy, więc nie da się tu podać jednej uniwersalnej liczby, która pasowałaby do każdej sytuacji. To trzeba sprawdzić indywidualnie, najlepiej z prawnikiem prowadzącym sprawy w Polsce. Sam fakt, że taki termin istnieje, jest jednak dobrym powodem, żeby nie odkładać zbierania dowodów na „może kiedyś".

Kiedy to się w ogóle opłaca

To uczciwe pytanie i zasługuje na uczciwą odpowiedź, a nie automatyczne „zawsze warto walczyć". Zanim zdecydujesz, co dalej, warto policzyć kilka rzeczy na spokojnie:

Nikt nie jest w stanie z góry obiecać wyniku ani określić szans procentowo — to zawsze zależy od konkretnych dokumentów i okoliczności. Ale jeśli po tej kalkulacji kwota i dowody wciąż się bronią, to sygnał, że warto poświęcić czas na skonsultowanie sprawy z prawnikiem prowadzącym sprawy w Polsce, zamiast machnąć ręką tylko dlatego, że dłużnik jest teraz o kilkaset kilometrów dalej.

Co zrobić już dziś

Zanim zamkniesz tę stronę: zabezpiecz to, co jeszcze masz dostęp — wiadomości, zdjęcia, dane dłużnika — nawet jeśli nie jesteś jeszcze pewien, czy będziesz iść dalej. Ta decyzja może poczekać. Utrata dowodów — nie.

Disclaimer

Twoja Sprawa to platforma informacyjna; nie jesteśmy kancelarią, firmą windykacyjną ani prawnikiem i nie udzielamy porad prawnych. Artykuł ma charakter edukacyjny i nie stanowi porady prawnej. Nie prowadzimy spraw toczących się w Wielkiej Brytanii — sprawy prowadzimy wyłącznie w Polsce. Dochodzenie roszczenia od osoby mieszkającej w Polsce wymaga indywidualnej oceny dokumentów i okoliczności przez prawnika prowadzącego sprawy w Polsce; odzyskanie należności nie jest pewne i nie ma gwarancji wyniku. Terminy przedawnienia zależą od rodzaju roszczenia — sprawdź je indywidualnie dla swojej sytuacji.

Powiązane artykuły

Sprawdź swoją sprawę — bezpłatnie i po polsku

Opisz sprawę, a my wstępnie ją ocenimy i skojarzymy Cię z regulowanym polskim adwokatem lub radcą prawnym (sprawy prowadzone w Polsce).

Bezpłatna analiza →